15.06.2007 godz. 16.42
Na forum projektu Kazek z Czech zamieścił
wiersz:
Niech Wam w ptasim niebie świerszcze przygrywają,
ciepłe, ludzkie słowa po główkach głaskają.
Rodzicom przy gnieździe niech ptaszki śpiewają
a ból w Ich serduszkach w nadzieję zmieniają.
Niech rozkwitłe łąki wiosną Ich witają
a świerki w Ustroniu w podzięce kłaniają.
15.06.2007 godz. 15.40
Śmierć pisklaka.
15.06.2007 godz. 14.30
Nadal kryzys. Stan pisklaka
pogorszył się. Pisklę jest bardzo młode, a to utrudnia podjęcie walki z
chorobą. Pan Jacek prosi, by nie wpłacać teraz żadnych pieniędzy.
15.06.2007 godz. 12.55
Przyszedł kryzys. Stan pisklaka
pogorszył się. Pan Jacek prosi o wstrzymanie się z wpłatami.
15.06.2007 godz. 6.50
Stan bocianka jest bez zmian.
Jest stabilny. Nie należy spodziewać się poprawy z dnia na dzień, bo przy tak
ciężkiej chorobie nie jest to możliwe. Najbliższe kilka dni pokaże, czy
organizm Maluszka poradzi sobie z chorobą.
14.06.2007 godz. 19.50
Bocianek zaczyna się
pielęgnować. Powoli zaczyna już w nocy spać z zamkniętym dziobem i oddychać
przez nos. W dzień jeszcze ma trudności w oddychaniu. Dzisiejsze ważenie
wykazało 94 dag. Na widok przychodzącego opiekuna, pana Jacka, Maluszek się
podnosi, wyciąga szyjkę i próbuje klekotać. To powitanie, traktuje opiekuna,
jak rodzica. Nie trzeba już mu wkładać jedzenia do dzioba. Pan Jacek pokazuje
mu jedzonko, a on zabiera je z jego ręki. Pan Jacek miał i ma pod swoją opieką
wiele chorych zwierząt, jednak stwierdził, że u tego bocianka widać chęć do
życia.
14.06.2007 godz. 16.50
Na forum projektu Kazek z Czech
zamieścił wiersz napisany dla Maluszka w imieniu swojej papugi
imieniem Oskarek:Ja też
byłem chory, Bociusiu Mój Drogi, bolało mnie w brzuszku, nie służyły nogi. Pan doktór od ptaszków mą oporą bywał i co dla mnie dobre, w recepty wpisywał. Chciałem Cię pocieszyć i dodać Ci siły, Czantorka, Beskidek Cię nie opuściły. Tylko zła choroba z gniazdka Cię wyrwała i łaskawych ludzi Bozia Ci zesłała. Rodzicom Twym chciałbym w Ustroniu na łące powiedzieć, że sam wiem coś i o rozłące. Ludzie mnie znaleźli i opiekę dali, a mój Kazek z żoną Oskarkiem nazwali. Dzisiaj jest mi smutno i widzę ból w domu, nie mam z kim pogadać i zaśpiewać komu. Walka z chorobami to trudne zadanie, niech w Leśnym Azylu poprawa nastanie. A jak za rok wiosną zobaczę bociany, do Ciebie Kochany pomacham
skrzydłami!
14.06.2007 godz. 7.50
Bocianek reaguje na przybycie swojego opiekuna,
czyli pana Jacka Wąsińskiego. Próbuje się podnosić i spodziewa się jedzenia.
Jest karmiony, co 2 godz. nawet w nocy. Pan Jacek nadal określa stan bocianka
jako ciężki. Do środy, czyli 20.06) będzie trwał krytyczny okres.
14.06.2007 godz. 5.28
Kazek z Czech zamieścił na forum
projektu wiersz napisany przez swoją żonę:
Dzielnie boćka ratowała ofiarna Monika, łezki kapią, myśl żałosna, bo życie unika. Nie pożegnał swych rodziców, ni Ustrońskie błonie, a miłość mu zastąpiły zwykłe, ludzkie dłonie. Jeśli przetrwa, może kiedyś wróci w tamte strony, niechaj pamięć dobrych ludzi wszędzie go dogoni.
13.06.2007 godz. 21.10
Maluszek jest karmiony co dwie godziny, je świerszcze, mysie noworodki i
serduszka drobiowe. Oprócz antybiotyku dostaje specjalne witaminy
zabezpieczające go przed różnymi chorobami.
Maluch będzie ważony co dwa dni, by sprawdzać czy przybiera na wadze. Wczoraj
ważył 89 dag. Będzie ważony jutro. Ważenie jest konieczne dlatego, by podawać
odpowiednie dawki leku (w przeliczeniu na masę ciała). Całe leczenie jest
prowadzone zgodnie z zaleceniami dra Andrzeja Kruszewicza. Sprawa powinna się wyjaśnić do przyszłego tygodnia.
Obecne jego szanse na wyzdrowienie oceniane są 50/50, czyli na więcej niż dnia
poprzedniego. Bocianek jest wygrzewany pod specjalną lampą, by go zapewnić mu
odporność. Jeśli o chodzi o zachowanie Maluszka, to kilka razy przysypiał bez
otwierania dziobka i tego dyszenia. Ale pan Jacek podkreśla, że to
sporadycznie i jeszcze nic nam nie mówi na przyszłość. Poza tym Maluszek je co
dwie godziny, co i tak jest częstsze niż bywało, gdy był w gnieździe. Już
przestał wypluwać jedzenie. Po jedzeniu bocianek podnosił się, wyginał szyjkę
i próbował klekotać (co jest oznaką zadowolenia). Stan jego zdrowia nadal jest
bardzo poważny.
13.06.2007 godz. 13.50
Stan Maluszka bez zmian, ale nie jest gorzej.
Potrzeba kilku
dni, by wyrokować coś więcej. Podano drugą uderzeniową dawkę leku. Jeszcze nie
wiadomo, czy organizm Maluszka podjął próbę walki. Do jedzenia dostał
świerszcze, mysie noworodki i serduszka drobiowe. Pan Jacek cały czas
kontroluje jego stan.
13.06.2007 godz. 7.50Stan
pisklaka jest nadal ciężki, ale stabilny. Zjadł świerszcze,
zostanie podana mu następna dawka leku.
Jest wygrzewany.
12.06.2007
Leczenie pisklaka nazwanego przez Internatów „Maluszkiem” będzie bardzo kosztowne. Wpłaty na
pomoc dla niego można kierować na konto Leśnego Pogotowia: Jacek Wąsiński,
72 1470 0002 2315 1159 9384 0001 z dopiskiem
"Bocian z Ustronia".
Już w dniu przywiezienia
Maluszka do azylu Internauci zaczęli wpłacać pieniądze. Dziękujemy za
Państwa wsparcie i pomoc finansową.
12.06.2007
Około godziny 10.30 otrzymano
wyniki badań na posiew z kliniki weterynaryjnej, które wykazały dużą ilość
grzyba o nazwie
Aspergillus furmigatus.
Zaatakowane były płuca i jelita
w bardzo dużym stopniu. Po konsultacji z dr Andrzejem Kruszewiczem okazało
się, że leczenie pisklaka, który pozostał w gnieździe i ma te same objawy co
tamten, może być bardzo długie. Wymagałaby ono codziennej ingerencji w gniazdo
przed długi okres czasu. Podjęto więc szybką decyzję o ratowaniu życia
bocianka. Uzyskano telefoniczną zgodę z biura Konserwatora Przyrody na
przeprowadzenie akcji ratowania życia. O godz. 12.45 dzięki wielkiemu
zaangażowaniu straży pożarnej z Ustronia Polany rozpoczęto akcję wyciągania
pisklaka z gniazda. Przy okazji akcji zdezynfekowano gniazdo. Około godz. 13
bocianek był już napojony i nakarmiony. Został przygotowany do podróży, której
celem był azyl w Leśnym Pogotowiu w Mikołowie. O godz. 14.45 bocianek został
przekazany pod opiekę pana Jacka Wąsińskiego z Leśnego Pogotowia. Pan dr
Andrzej Kruszewicz przekazał swoje zalecenia co do sposobu leczenia bocianka.
Pan Jacek Wąsiński określił stan pisklaka jako ciężki. W tym dniu pisklę
dostało pierwszą, uderzeniową dawkę leku. Wielkie podziękowania kierujemy do pana
Damiana Legierskiego, komendanta Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej Straży
Pożarnej z Ustronia Polany oraz strażaków. Dziękujemy za wrażliwe serca i
chęć pomocy.11.06.2007
Około godz. 9.30 zauważono
śmierć jednego z piskląt i trudności z oddychaniem u drugiego. Dr Andrzej Kruszewicz na podstawie obserwacji przypuszczał, że przyczyna śmierci jednego
z piskląt i trudności z oddychaniem drugiego mogły być nicienie w tchawicy.
Zapadła decyzja o podjęciu akcji w gnieździe. O godzinie 11.45 dzięki ofiarnej
pomocy strażaków z Ustronia Polany rozpoczęto akcję. Podczas usuwania zmarłego
pisklaka i jajka, podano drugiemu pisklakowi lek na nicienie. Akcja przebiegła
sprawnie i trwa około 15 minut. Pobrano próbki kału do analizy. Wstępna
analiza w laboratorium analitycznym wykazała zarodniki grzybów. Oddano
szczątki bociana do analizy w Klinice Weterynaryjnej.
Serdeczne podziękowania kierujemy do osób, które
bezinteresownie zaangażowały się we wszystkie działania przeprowadzone w tym
dniu. Osoby, które wykazały się wrażliwością na los bocianów to:
Mirosław Melcer (Urząd Miasta Ustroń), strażacy z Jednostki
Ratowniczo-Gaśniczej z Ustronia Polany, Zbigniew Blimke (lekarz
weterynarii z Ustronia), Anna Suchanek (prywatne Laboratorium
Analityczne w Ustroniu), Henryk Studenski (lekarz weterynarii z
Cieszyna, ze specjalnością chorób drobiu i ptaków ozdobnych), Franciszek
Kania (lekarz weterynarii z Kliniki Weterynaryjnej w
Czechowicach-Dziedzicach). Jesteśmy z całego serca wdzięczni za Państwa
wrażliwość na los zwierząt i chęć pomocy.